Przeloty
29.03.2005
09.04.2005
Zaopatrzony w nowy statyw (prezent od Teściowej),
wybrałem się na tegoroczne przeloty.
Trochę jeszcze wcześnie (opóźniona wiosna), ale ptaki już są i przy wytrwałości w poszukiwaniu,
można natknąć się na niemałe stada gęsi, kaczek, żurawi, czajek itp. Pierwszy raz pyknąłem taką
trasę: Wizna, Burzyn, Brzostowo, Radziłów, Osowiec, Goniądz i Dolistowo. Później już oczywiście
powrót carskim traktem. Wszędzie pięknie i czuć życie, ale prawdziwy tłok stwierdziłem dopiero
w Dolistowie, a precyzyjniej w Zabielu. Pogoda piękna, słonecznie - rewelacja. Spokój
zakłócił tylko brak butów gumowych. No dałem ciała kompletnie. Zapłaciłem za to spacerem w zimnej,
co tam zimnej - lodowatej błotnistej mazi, zaszlamiony po kolana !!! Opłaciło się. Myślę,
że widać to na zdjęciach. Dodatkowo zamieszczam kilka fotek wykonanych na Narwi w Ostrołęce.
Trzy dni czatowania na zimorodki, ale mam chyba dobrze ponad setkę zdjęć. Dla kolorytu dodałem
jeszcze "powrotnego łosia" z carskiego traktu. Był bardzo pozytywnie nastawiony, no i wyjątkowo
cierpliwy. I bielika z Wizny, który rozpoczął wczorajszą pielgrzymkę. Kulminacja przelotów
chyba jeszcze na dobre nie zaistniała, ptaków cały czas przybywa i widać to po ciągle siadających
kluczach. Szkoda, że nie można być tam na bieżąco i móc uczestniczyć stale w tym festiwalu,
ale w maju pojadę kolejny raz i będę szukał następnych wrażeń, zupełnie innych. Tymczasem to tyle.
Kto jeszcze nie był, to gorąco polecam, to widowisko dopiero się zaczyna. Gęsi jeszcze lecą,
słyszę je z balkonu.
Tyle się wydarzyło przez te dziesięć dni. Cóż można napisać, brakuje słów. Setki mądrzejszych
ludzi wypowiedziało już przede mną cały smutek tego świata, a także nadzieję, która pozostała...
Do kogo pojdę dziś po wskazówkę, radę ? Kto mi powie jak żyć, jak postąpić ? Przez tyle lat był
autorytet niezastąpiony. A teraz ? Do kogo pójdą moje dzieci ? Mówimy tak, bo nie znamy innego rozwiązania,
w naszym życiu zawsze był Papież.
A przeciez jest ktoś znacznie mocniejszy jak on, ale może mniej namacalny, ktoś kto zmartwychwstał,
a jego życie się nie kończy. I to jest prawdziwa ucieczka i pomoc.
Tylko my potrzebujemy dotknąć... aby uwierzyć.
Pełen myśli, wraz z żoną uciekliśmy na bagna. Ja z aparatem, a ona z różańcem. Każdy przeżywa to inaczej.
Nad Biebrzą życie toczy się dalej, rytmem niezmiennym od zawsze, od Tygodnia Stworzenia. Gęsi jak roje komarów,
przemieszczają się z pola na pole. Bielik rozpruwa swoją ofiarę. Żaby ochoczo zabrały się do przekazywania życia.
Rytm niezachwiany, niczym niezmącony...Coś kończy się i zaczyna. To znak, jest wskazówka...! Czekam więc
na nowego Ojca Świętego...postaram się, na pewno go pokocham. Bóg nie może się mylić.
